Życie Pierwsze
egipski niewolnik
Egipt, około 1100 roku przed naszą erą
Gdyby nie próbowała Ci pomóc, z pewnością żyłaby dłużej.
Amin był niewolnikiem, który odzyskał wolność kosztem młodej kobiety, żony nadzorcy pola uprawnego, gdzie pracował. Pokochała go i uwolniła, za co zapłaciła własnym życiem. Do końca miała nadzieję, że mężczyzna wróci - wrócił on jednak za późno i dowiedziawszy się, że nie jest w stanie jej uratować, postanowił uciekać, ratując siebie. Przeżył ponad czterdzieści lat w samotności, nie rozumiejąc, dlaczego jego losy potoczyły się tak, a nie inaczej. Uważał, że nie zasługiwał na życie bardziej niż kobieta, które mu je podarowała.
Życie Drugie
hiszpański konkwistador
Ameryka Południowa, pierwsza połowa XVI wieku
Gdybyś nie próbował pomóc, być może udałoby Ci się zginąć śmiercią naturalną.
Velasco Corrales, hiszpański konkwistador, stracił głowę za próbę pomocy inkaskiej rodzinie, której wioska została spalona przez jego oddział.
Pełnił wieczorną wartę, kiedy ujrzał małego chłopca zakradającego się do jednego z namiotów. Jego oddział spalił większość plonów zebranych przez Inków - racje żywnościowe, które chłopiec dostawał, gdziekolwiek teraz przebywał, najwyraźniej były niewystarczające. Jego obowiązkiem było zatrzymać chłopca i spróbować uzyskać jakiekolwiek informacje o zbiegłych tubylcach. Nagle złapały go jednak wyrzuty sumienia i bez zastanowienia oddał chłopcu swój prowiant. Z początku żałował swojej decyzji, bojąc się konsekwencji, jednak po chwili rozważań stwierdził: Jesteś mężczyzną. I jesteś dobrym człowiekiem. Powoli uświadamiał sobie też, że jego chwila słabości wynikała ze zmęczenia poszukiwaniem Złotego Miasta i bezsensownego palenia wiosek bezbronnych ludzi.
Następnym razem chłopiec przyprowadził starszą siostrę - słusznie sprawiającą wrażenie nieufnej wobec konkwistadora. Corrales był przekonany, że dziewczyna kogoś mu przypominała. Nagle uwierzył, że kiedyś, w poprzednim życiu, pozostawił za sobą niespłacony dług. Wyzbył się wszelkich wątpliwości co do słuszności swoich działań, a po jakimś czasie Inka wyzbyła się niechęci, jaką z początku pałała do Hiszpana. On uważał się za poważnego człowieka - cywilizowanego i w pewnym sensie lepszego od dzikich Indian. Nie wierzył też w reinkarnację, był uczciwym wyznawcą Chrystusa i z początku nie planował robić niczego, co byłoby wbrew rozkazom. Chwila słabości, która przerodziła się w niecały miesiąc słabości notorycznej, sprawiła, że w pewnym, dość sztywnym sensie przywiązał się do inkaskiej rodziny. Obserwowanie ludzi innej kultury przy ognisku, spożywających jego racje żywieniowe wydawało się niezmiernie odprężające.
Pełnił wieczorną wartę, kiedy ujrzał małego chłopca zakradającego się do jednego z namiotów. Jego oddział spalił większość plonów zebranych przez Inków - racje żywnościowe, które chłopiec dostawał, gdziekolwiek teraz przebywał, najwyraźniej były niewystarczające. Jego obowiązkiem było zatrzymać chłopca i spróbować uzyskać jakiekolwiek informacje o zbiegłych tubylcach. Nagle złapały go jednak wyrzuty sumienia i bez zastanowienia oddał chłopcu swój prowiant. Z początku żałował swojej decyzji, bojąc się konsekwencji, jednak po chwili rozważań stwierdził: Jesteś mężczyzną. I jesteś dobrym człowiekiem. Powoli uświadamiał sobie też, że jego chwila słabości wynikała ze zmęczenia poszukiwaniem Złotego Miasta i bezsensownego palenia wiosek bezbronnych ludzi.
Następnym razem chłopiec przyprowadził starszą siostrę - słusznie sprawiającą wrażenie nieufnej wobec konkwistadora. Corrales był przekonany, że dziewczyna kogoś mu przypominała. Nagle uwierzył, że kiedyś, w poprzednim życiu, pozostawił za sobą niespłacony dług. Wyzbył się wszelkich wątpliwości co do słuszności swoich działań, a po jakimś czasie Inka wyzbyła się niechęci, jaką z początku pałała do Hiszpana. On uważał się za poważnego człowieka - cywilizowanego i w pewnym sensie lepszego od dzikich Indian. Nie wierzył też w reinkarnację, był uczciwym wyznawcą Chrystusa i z początku nie planował robić niczego, co byłoby wbrew rozkazom. Chwila słabości, która przerodziła się w niecały miesiąc słabości notorycznej, sprawiła, że w pewnym, dość sztywnym sensie przywiązał się do inkaskiej rodziny. Obserwowanie ludzi innej kultury przy ognisku, spożywających jego racje żywieniowe wydawało się niezmiernie odprężające.
Przez większość czasu z boku przysłuchiwał się urywkom ich rozmów, starając się wyłapać pojedyncze słowa. Rzadko się odzywał i nigdy nie siadał z nimi, musiał jednak sprawiać dość przyjazne wrażenie, Inka bowiem wydawała się mu ufać. Usiłował wymówić jej imię, zrezygnował jednak po wielu nieudanych próbach. Powtarzał, że może pomagać, ale nie może się spoufalać - w czasie swojego krótkiego życia udowodnił sobie jednak, że nie potrafi słuchać własnych rad.
W hiszpańskim obozie rozpoczęła się epidemia ospy, a dowódca Corralesa zauważył w końcu zbyt szybko ubywające zapasy. Pewnego wieczora wysłał za nim dwóch młodych mężczyzn. Pojmali dziewczynę i jej braci, czekających na Corralesa i byli bliscy zabicia ich, jednak konkwistador bezmyślnie wychylił się przed szereg i stanął po ich stronie. Rozpoczął tym samym krótką szarpaninę, podczas której Indianka uciekła. Mężczyznę zaprowadzono za to przed oblicze dowódcy - został oskarżony o bunt i skazany na ścięcie. Zmarł jednak w drodze powrotnej do Hiszpanii, zabierając ze sobą całą, tonącą karawelę. W czasie podróży rozmyślał o długu, którego nie mógł sobie przypomnieć i rozważał, czy jego postępowanie było słuszne.
Tak, powiedział sam sobie, zanim karawela zaczęła tonąć.
W hiszpańskim obozie rozpoczęła się epidemia ospy, a dowódca Corralesa zauważył w końcu zbyt szybko ubywające zapasy. Pewnego wieczora wysłał za nim dwóch młodych mężczyzn. Pojmali dziewczynę i jej braci, czekających na Corralesa i byli bliscy zabicia ich, jednak konkwistador bezmyślnie wychylił się przed szereg i stanął po ich stronie. Rozpoczął tym samym krótką szarpaninę, podczas której Indianka uciekła. Mężczyznę zaprowadzono za to przed oblicze dowódcy - został oskarżony o bunt i skazany na ścięcie. Zmarł jednak w drodze powrotnej do Hiszpanii, zabierając ze sobą całą, tonącą karawelę. W czasie podróży rozmyślał o długu, którego nie mógł sobie przypomnieć i rozważał, czy jego postępowanie było słuszne.
Tak, powiedział sam sobie, zanim karawela zaczęła tonąć.
Życie Trzecie
amerykański pisarz
Ameryka Północna, 1921-1948
Odbiegnijmy od schematu.
Odbiegnijmy od schematu.
Danny Schmidt był młodym i utalentowanym pisarzem - naprawdę nazywał się Daniel Frosyth i pod pseudonimem ukrywał fakt, że był również synem skorumpowanego biznesmana (czy też skromnego współpracownika chicagowskiej mafii). Znalazł się jednak w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Mimo, iż jego ojciec był przynajmniej częściowo nietykalny, Danny'emu udało się wplątać w niewielki konflikt, który zaowocował wielką strzelaniną. Można powiedzieć, że od dziecka miał talent do pakowania się w kłopoty. Albo, że odszedł z hukiem.
