Jack Christopher Rainey
Jack - matka spodziewająca się dziewczynki, wymyślała mu imię na szybko
Christopher -drugię imie wybierane na spokojnie, po dziadku, ojcu ojca Jack'a
Rainey -nazwisko przyzwoite jak na syna Amerykanina przystało

Wbrew wszystkiemu
urodził się na Martynice, wysepce na morzu Karaibskim. Rodzice zorganizowali sobie tam letni domek i zapomnieli, że na ich wyjazd przypada data porodu. Gdy mały Rainey przybył na świat z krzykiem, postanowili te pierwsze lata spędzić na wyspie. To też Jack
doskonale włada francuskim, który jest tam językiem urzędowym. Gdy miał 10 lat całą rodziną przenieśli się do Nowego Yorku.

Państwo Rainey są generalnie bogatą rodziną i Jack mógłby się pławić w rodowych kosztownościach do umarłego, ale jemu to nie wystarczało. Naturalnie ubóstwia świecidełka i wszystko, co drogie, ale musi sam to zdobyć. Mógłby też zdobywać je z łatwością zatrudniając się w jakimś biurze i powołując na nazwisko. Jednak życie podane na złotej tacy mu nie smakowało. Uciekł od rodziców zabrawszy tylko trochę drobnych na butelkę wody. Tak zaczęła się jego prawdziwa przygoda, ta którą on nazywa życiem.

Z łatwością znalazł mieszkanie. Podlizał się właścicielce i obiecał spłacić jak tylko znajdzie pracę. Tak zaczął
czary przed kobietami. Termin zapłaty się wydłużał, a on chodził bez pracy w podartych dżinsach. Jednak nikt go nie wygonił.

W ten sam sposób co mieszkanie znalazł pracę. Dyrektorem wydawnictwa była oczywiście kobieta. Napisał swoją pierwszą powieść.
O wyklętym przez plemię Indianinie. Wieczorami męczyła go wena, a on nie mógł zrozumieć skąd bierze te dziwne pomysły.

Aktualnie jest w trakcie pisania kolejnej swojej powieści. Ta intryguje go jeszcze bardziej, bo nigdy nie podejrzewałby siebie o
napisanie romansu. Dlatego często odchodzi od komputera i by pozbierać myśli
gra na pianinie, gitarze lub jeszcze czymś innym. Wtedy także się dziwi skąd w nim te pokłady romantyzmu. Jednak by nie zrobić mu fałszywej reputacji dodam, że to tylko krótkie chwile.

Zyskał popularność wśród moli książkowych, ale
to go nie fascynuje. On woli życie
na krawędzi, dlatego co dziennie wychodzi w miasto i...
od tak łamie prawo. Kradnie, wywołuje wypadki i różne inne bzdury, które są mu akurat na rękę.
Dlatego ten przykładny pisarz, a zarazem utrapienie stróży prawa jest jednym, wielkim znakiem zapytania.
??????????????????????????????
Robi wszystko co może, by przeciągnąć szalę na tę złą stronę.
Pali, pije, flirtuje i wplątuje się w kilka związków na raz. Jednak media uparcie, jak na złość, wychwalają jego dobre imię. Co z tego, że widzą go na ulicy z butelką Whiskey w ręce? Nie zrobią zdjęcia, nie....
Jednak jeśli pomoże złapać złodzieja torebki, to zdjęć są tony. Natychmiast aparaty się psują, gdy proponuje damie, która odzyskała torebkę wino. Zostawią już bohatera z uratowaną i rozejdą się w swoje strony, nie pytając jak się to skończyło.

On nawet
nie ubiera się elegancko. Woli wygodne, ale nie modne rzeczy. Jednak to nikogo nie interesuje. Co z tego, że on chce uciec. Przeżyć przygodę jakich mało, gdy wszyscy mają go za bohatera.

Żeby też nie było, on
nie jest zły. Jest
egoistą, to prawda, jest
nieprzewidywalny, zdradliwy i temu podobne. Ale przecież nie da się utrzymać dobrego imienia złego człowieka. Potrafi być
pomocny, miły, romantyczny. Oczaruje swym
dowcipem i rozchmurzy
uśmiechem. Zza tych, często kolorowych szkieł, zerkają wesołe oczy, pełne życia. Może to nawet dzięki tym szkłom
widzą świat inaczej, pozytywniej. Dlatego lubi siedzieć
godzinami w teatrze i zobaczyć wyobrażenia ludzi równie co on pokręconych. Gra aktorska go fascynuje.

Jest z niego
szajbus jakich mało. Ma zupełnie inne wyobrażenie świata, dąży do innych celów i
ogranicza się, myśląc że to daje mu wolność. Mówi wszem i wobec, że się nie zobowiązuje, nie wiąże i że nigdy się nie zakocha, nie znajdzie przyjaciela. Twierdzi, że jest
samotnikiem z wyboru, co jest kompletną bzdurą. Jest zawsze w środku zgromadzenia, jest
towarzyski i otwarty. I jak tu mówić o samotności?

Co z tego, że
inny? Ludziom się ta inność podoba. Tak ma być. Chodź
Jack tego nie chce. I pewnie kiedyś ucieknie. Może na Martynikę? Odnajdzie swój stary dom i zawładnie swoją małą ojczyzną. Nim to się jednak stanie
zostanie poddany próbie.

Czy zdoła udowodnić, że jest zły? Niepoprawny?
Czy sam siebie przekona, że jest dobry? Że umie się ustatkować i oddać innej osobie?
Przeżyje, czy zginie?
Ja poznam człowieka po dłoniach.
Moje są lepkie i stworzone do trzymania broni.
Nie są to ręce delikatnego, ukochanego.
Są to ręce bezwzględnego i wykorzystującego innych zbrodniarza.
POWRÓTBIERZ ILE SIE DA I NIE DAWAJ NIC W ZAMIAN