piątek, 31 stycznia 2014

Powiązania



Powiązania- wczoraj



Jerema Freinkel
1913- 1943, Warszawa

Uważał się za skromnego krawca, choć w żartach zawsze mówił o wielkiej karierze, która miała go czekać. Fatałaszki zszyte nader poprawnie na singerze sprzedawał za bezcen, byle dorobić się w końcu na wynajem własnego mieszkania w czynszówce.
Wiecznie spóźniony, płochliwy, znerwicowany, zakochany jedynie we własnej pracowni.
Napisał dziesiątki listów do siostry, nie wysyłając żadnego, bo słowa śmierć i rozstanie, nie mogły być przecież przeznaczone dla niej.
Umiera młodo, pochowany w bezimiennym grobie z setkami takich samych ludzi, których marzenia niszczy nienawiść do pochodzenia i złych nazwisk.


Robert Chodkiewicz
1912-1956, Warszawa

Spadkobierca rodzinnej fortuny, szlachcic o nienagannych manierach, a przynajmniej stwarzający wyjątkowo dobre pozory w elitarnym towarzystwie. Od rodzinnych posiadłości wolał swoją skromną willę na Saskiej Kępie.
Zaręczony młodo z dziewczyną wybraną przez ojca, wdał się w towarzyski skandal, romansując z ubogą asystentką modystki, w jednej z podrzędnych pracowni w sercu Warszawy.
Niezbyt dyskretny związek trwa nieprzerwanie do wybuchu II Wojny Światowej. Na początku września 1939 roku przedostaje się do Wielkiej Brytanii i pozostaje tam do śmierci, obojętny na losy kochanki, pozostawionej w ojczyźnie.


Josek Cnajbaum
1912- 1970, Warszawa

 Chłopak z małej miejscowości pod Warszawą, dzięki odrobinie sprytu dorobił się na grze w karty. Za zarobione pieniądze otworzył mały sklep, w którym pierwszy raz poznaje Jeremę. Z początku tę dwójkę łączą jedynie stosunki zawodowe; Josek potrafi załatwić belę materiałów przedniej jakości za grosze. Interesy kwitną, a panowie zaczynają się przyjaźnić; okazuje się, że pochodzą z pobliskich miasteczek i obaj chętnie wspominają beztroskie lata dzieciństwa.
Później do gry wchodzi kobieta. Kobieta, dla której Josek traci głowę. Nie byle jaka, młoda żydówka o imieniu Rachela. Idealny materiał na żonę. Ustawiczna agitacja za jego kandydaturą na męża, nie przynosi jednak oczekiwanych rezultatów. Brat nie ma na jej serce żadnego wpływu. Do tego ten romans z bogaczem. To można wybaczyć... Byle by w końcu została jego.
Okazja nadarza się sama, choć jej okoliczności nie można nazwać szczęśliwymi. Jeremę wywożą, a samotna kobieta musi się gdzieś podziać. Jeszcze w tym samym roku biorą cichy ślub i wiodą ubogi żywot, walcząc o przetrwanie w okupowanym kraju. 
Po jej śmierci nie żeni się po raz drugi, do końca życia czując smak porażki, że choć zdobył jej ciało, nie potrafił zdobyć jej duszy.


środa, 22 stycznia 2014

I saw worse thing than war


Lydia Muller

♦ Utalentowana krawcowa ♦  Niemiecka piosenkarka ♦ Wszystko czego mężczyzna chce  
♦ Urodzona w maju (15.05. 1921) ♦ Największe pożądanie wśród żołnierzy ♦ Córka oficera  
♦ Rządna przygód  Narkotyk II wojny światowej ♦ Dusza towarzystwa ♦
♦ Buntownicza dusza  ♦ Robi to, co uważa za słuszne ♦ 27 letnia dziewczyna z Frankfurtu ♦
♦ Mikrofon jej atrybutem ♦ Saksofon w tle ♦ Głos anioła  Sekrety diabła

Eins
I've seen the world
Done it all, had my cake now
Wychowana we Frankfurcie. Córka oficera I nauczycielki niemieckiego. Od najmłodszych lat wykazywała talent muzyczny. Nie do końca pamięta I wojnę światową, za to II już lepiej. W wieku siedemnastu lat wyszła za prawnika, wybranego przez jej rodziców.
Zwei
And all the ways I got to know
Your pretty face and electric soul
Z początku małżeństwo wydawało się być szczęśliwe. Jednak już po roku mąż stracił zainteresowanie swoją żoną i pochłoną go wir pracy. Lydia nic nie mówiła, mimo, że cierpiała. Nie była wychowana by zrzędzić, a myślała, że to chwilowa niechęć męża.
Drei
Dear lord when I get to heaven
Please let me bring my man
Marzeń muzycznych nigdy nie porzuciła. Kiedy mąż dął jej wolną rękę zaczęła śpiewać w barach. Często przychodzili tam żołnierze zmęczeni wojną. Po długim czasie, jaki spędzili na froncie, rozbierali Lydie wzrokiem. Była piękna, utalentowana i posiadała charyzmę. Występowała w pięknych strojach własnych projektów. Wszystkie kobiety były zazdrosne o nią, bo to właśnie ona ściągała zarówno większość singli jak i mężatych do baru, który szczególnie z tego się utrzymywał. Również interesowała się polityką, ale bała się wygłaszać swoje zdanie niezgodne z obecnym faszyzmem.
Vier
I've seen the world, lit it up as my stage now
Channeling angels  in, the New Age now
Nigdy nie wchodziła w kontakty z żadnymi klientami. Jednak pewnego wieczoru przyszedł do baru żołnierz, w którym Lydia zakochała się. I co było najlepsze, z wzajemnością. Jednak był mały problem – miała męża już od dwóch lat. Wszyscy to wiedzieli jednak i tak przychodzili oglądać jej występy. Chodziły pogłoski, że jest niemieckim narkotykiem.
Fünf
Oh that grace, oh that body
Oh that face makes me wanna party
Nie przejmowała się małżeństwem, nie przeszkadzało to jej spotykać się z kochankiem. Wiele osób widziało ich razem, zaczęły się plotki, jednak ona była młoda, on też. A dodatkowo Lydia po raz pierwszy się zakochała, a to uroczenie szybko zamieniło się w miłość. Nie bała się krytyki, bo miała kogoś przy sobie, kto powinien być jej mężem. Kiedy jej mąż się o tym dowiedział, zaczął poświęcać jej więcej uwagi, pod przysięgał, że już nigdy tak nie postąpi. To skłoniło ją do zerwania kontaktów z kochankiem. Później urodziła syna i prowadzał normalne życie, nie przejmując się wojną. Jej miasteczko wydawało się być oderwane od niej. Ustaliła z mężem zasadę „Nigdy nie będzie miała kochanka, dopóki on będzie się nią interesował”.
Sechs
He's my sun,
He makes me shine like diamonds
Jednak szybko porzucił tą umowę, a Lydia nie chciała mu jej przypominać. Ich synek miał wtedy zaledwie rok. Wojna już się skończyła i jakby to wszystko się złożyło – powrócił również jej kochanek. Mąż Lydii znowu zajął się pracą, a jej żołnierz odwiedziła ją i pomagał z dzieckiem. Tak to wszystko wyglądało dopóki trzy lata później nie zachorowała i umarła.

czwartek, 2 stycznia 2014

On est des braves gens


Donatien Ronet 
Paryż, 1790-1794


Jak słodka jest rozpusta, jak złudnie podobna do wolności. W świecie pełnym konwenansów, w środowisku, w którym z powinności można ułożyć nie jeden dekalog współczesnych. Należy pomyśleć o powiększaniu rodzinnego majątku, o bogatej i bogobojnej żonie. Więc ślubujesz przy ołtarzu wierność i miłość i jakieś jeszcze nie opuszczę. Jakaż to szkoda, że z cnotami nie idzie w parze uroda! Anne-Marie choć pewnie ma gołębie serce, nie potrafi zachwycić twoich oczu. Dobrze, że przychodzi do niej ten spowiednik i cały wieczór przeżywają takie nabożne skupienie, że gdy spotykasz ją później ma zaczerwienione policzki i rozwichrzony włos. Oto są prawdziwe cuda wiary!
A ty nie wierzysz, szkoda czasu, czas to pieniądz. Tancerki z królewskiej Opery podnoszą cenniki, a biorąc taką za kochankę w komplecie dostaje się jeszcze jej matkę. Szkoda 15 ludwików miesięcznie na umeblowanie im paryskiego apartamentu. Panny lekkich obyczajów są tańsze, ale czy to wypada dziedzicowi chadzać w miejsca owiane złą sławą? Od poniedziałku do piątku należy uchodzić za idealnego obywatela, oddanego rodzinie i swemu władcy. A co później? O tym nie mówi się przecież w towarzystwie!
W małym notatniku zapisujesz imiona tych, których ciała wielbiłeś jedynie po to, aby później złamać ich niewinne serca. Poznałeś też kilka podobnych sobie, cóż to były za przyjemne chwile w buduarach, albo w letniej rezydencji, gdzie młodzieńcy sławili uciechy. 

Gdy wybuchła Wielka Rewolucja Anne-Marie uciekła z kraju, chyba zresztą w towarzystwie spowiednika. Zapominać o ojczyźnie to jedno, no ale żeby tak zapominać o zbawieniu? Ty zostałeś, w Paryżu było zbyt wiele pięknych kobiet, aby opuścić je bez sentymentu. Łatwiej było wyrzec się tytułów, nazwiska, na straty spisać schedę po ojcu. Niech się dzieje co chce, przyjdą jeszcze lepsze czasy dla libertynów!
Pozdradzałeś przyjaciół, zamieszkałeś z tymi dwiema równie pięknymi, co zhańbionymi kobietami i myślałeś, że teraz życie będzie jak z bajki. Nowe czasy, wolność dla każdego! Szkoda, że braterstwo w postaci donosu zaprowadziło cię na szafot. Och, nie płaczcie piękne panie, złego licho nie bierze