sobota, 1 marca 2014

Sen


Rzym ok. 50 rok n.e.

Octavia


Walka, krew i piach. Wino, tańce i oliwny gaj, po którym spacerowałam. Ciepłe słoneczne promienie, które o świcie ogrzewały moją twarz. Moje życie było darem, którego u jego schyłku nie doceniłam. Życie kobiety takiej jak ja było z góry zaplanowane, monotonne, zależne od osób znajdujących się w moim otoczeniu. Do przewidzenia. Bogowie zazdrośni o naszą śmiertelność sprawiali byśmy cierpieli, najpierw zaznawszy szczęścia. Byśmy poznali czym jest strata.   Nie tak miało być, nie tak miało się skończyć. Byłam córką poważanych ludzi, starszą siostrą młodego chłopca, dumy rodziców, urodziwą panną o temperamencie godnym dzikich kotów. Oglądając śmierć w Koloseum, oglądając krew zmieszaną z piaskiem, zrozumiałam że nienawidziłam tego życia,  którego mimo wszystko nie mogłam zostawić. Nie umiałam żyć inaczej, nie znałam innej rzeczywistość. A jednak pojawił się ktoś kto nauczył mnie żyć, kto sprawił że w ciemności pojawiło się światło, nadając wszystkiemu blask. Tak, w tym jakże brutalnym świecie, odnalazłam miejsce na miłość. Nie mogłam z nim być, złamałam zasady i zapłaciłam za to najwyższą cenę. Ceną było życie. Moje i człowieka którego nie powinnam była pokochać. Mężczyzny którego nie pozwolono mi było darzyć uczuciem, tak silnym że nawet śmierć wydawała się błacha. Chciałam uciec, jednak zostałam pochwycona i skazana przez najbliższych na śmierć, za niewierność przekonaniom, które od dawna nie były moje oraz pomoc komuś kto ponoć nie był tego wart. Mylili się. Nie dane mi było ujrzeć go przed śmiercią, a gdy zimne ostrze musnęło moją szyję następnie, pozbawiając mego życia, było jasne że odeszłam w agonii i cierpieniu. Nie był to ból fizyczny, nie. Nie pozwolono mi zaznać szczęście, nie dano mi czasu bym mogła zaczerpnąć powietrza które pierwszy raz w życiu mnie nie truło.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz