piątek, 21 lutego 2014

Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze.


Euphrasia ok. 50 rok naszej ery

Drakon

To był moment. W jednej chwili patrzyłam, jak ćwiczysz z naszym synem walkę na drewniane miecze, a w drugiej trzymałeś w swojej dłoni ten prawdziwy. Pamiętasz, jak uparcie tłumaczyłeś mi, że wywalczysz nam wolność? Że nie będę się musiała wstydzić mojej wiary? Że dasz nam pokój?  Każdego dnia od twojego wyjazdu modliłam się do Boga, byś wrócił i ponownie mnie przytulił. Nocami miałam przed oczami widok, jak po raz ostatni przytulasz naszego syna i prosisz by się mną opiekował. Udawałam, że nie widzę, jak z trudem hamujesz łzy. Nawet, jeśli kiedyś miałam jakiekolwiek wątpliwości, to w tym momencie wiedziałam to na pewno. Kochałam cię. Nawet wtedy, gdy przed moim domem stanął rzymski legion, który z łatwością wyciągnął mnie z domu. Już wtedy wiedziałam, że poniosłeś klęskę, ze zginąłeś tam daleko. Z dala od ludzi, którzy cię kochali, z dala od bogów jakich wyznawałeś. Razem z tłumem wdów szłam w stronę Rzymu i słuchałam, jak owe kobiety w duchu przeklinały swych mężów, że odebrali im ich wolność. Ja nigdy tego nie zrobiłam. Bo choć przegrałeś, to utraciłeś życie dla mnie i naszego syna.

Akiakos

Wiesz, że wciąż to pamiętam? Ten ryk tłumu, gdy pojawiłeś się na arenie. Mały, bezbronny i przerażony. Słyszałam, jak krzyczałeś moje imię, jak wołałeś naszego Boga, gdy lwy powoli zmierzały w twoim kierunku. Nie byłeś sam, wokół ciebie było kilkadziesiąt dzieci. Wszystkie były równie przerażone, jakby wiedziały, że czeka je śmierć.
Ja również nie byłam sama. Stałam przy kratach próbując rozerwać je własnymi rękoma z pomocą innych kobiet. W tamtej chwili nie widziałam różnic między nami. Kolor włosów, rysy twarzy, czy narodowość to wszystko zmieniało się w plamę rozpaczy, jaka nas wtedy ogarnęła. Nawet, gdy rycerze odgrodzili nas od tego widoku potrafiłyśmy z nimi walczyć bez użycia jakiejkolwiek broni.
Nie zdążyłam. Nie umiałam cie obronić przed stworzeniem, które złamało twoje ciałko jednym kłapnięciem paszczy. Nawet krzyk rozpaczających matek nie zaspokoił tłumu, który wrzeszczał z uciechy nad twoim ciałem.  Jedyną moją pociechą było rozgrzane do czerwoności krzesło, na którym moje ciało miało powoli płonąć. Usiadłam na nim z uniesioną głową nie patrząc na cesarza, nie patrząc na ludność Rzymu, która głośnymi okrzykami domagała się mojej śmierci. Patrzyłam w czarne oczy mężczyzny, który bez mrugnięcia okiem wpuścił ciebie na arenę.

-Masz na rękach krew nas wszystkich, oby twoi bogowie ci to wybaczyli i ochronili przed moim – powiedziałam i krzyknęłam z bólu czując na swoim ciele ogień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz