Cheyenne Celine Abbott
Zawsze obawiała się ognia, odkąd pamięcią sięgnąć. Bała się gazu, bała się zapalniczek, bała się wszelkich wysokich temperatur, nawet piecyka. Jako dziecko raz upuściła palnik w kuchni, w gospodarstwie rodziców, przez co zasłony zajęły się ogniem. Pożar udało się opanować, lecz kuchnia jeszcze długo pachniała dymem i spaloną farbą.
Z czasem strach osłabł, jak to bywa ze wszystkimi dziecinnymi urojeniami, niemniej zostało jej poczucie wstydu za własne dziurawe ręce. Potem, z biegiem czasu, starała się być odważna, wręcz brawurowa, silna, niezależna - dobrze jej to wychodziło, ale zawsze wolała mieć przy sobie kogoś, kim mogłaby się podeprzeć. Kogoś, za kim mogłaby się skryć.
Wyrosła na trochę kruchą w środku, za bardzo szorstką z wierzchu. Na konkretną, terminową kobietę, która nawet koniec świata musi mieć zapisany w grafiku (wciśnięty gdzieś pomiędzy lekcjami hiszpańskiego, spotkaniami klubiku czytelniczego a taekwondo). Na czytelniczkę literatury wszelakiej, byleby czytać – choćby i przewodnik turystyczny po odległym Paryżu. Na wojowniczkę, przede wszystkim bardzo żywiołowo reagującą na każdą próbę przekroczenia własnej sfery osobistej bez wyraźnego pozwolenia (klnie jak szewc, uderza niby ninja - nad wyraz celnie). I, w końcu, na nałogową palaczkę, uważnie obserwującą każdy niewielki płomyk zapalniczki, którym zapala papierosa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz