sobota, 1 lutego 2014

I

 
Axommama, 1533-1563r.

Miała siedemnaście lat, gdy jej życie zamieniło się w piekło. Mąż zginął w kopalni, Hiszpanie spalili jej wioskę i zamordowali większość mężczyzn. Jej ojciec był kurakiem, mieszkała tu od zawsze. Tylko dzięki lepszej znajomości okolicznych terenów zdołała zbiec wraz z trójką rodzeństwa w odpowiednim momencie. Ukryła się w skalnych jaskiniach, które do tej pory kojarzyła jedynie jako dziecięce miejsce zabaw.
Problem stanowiło jedzenie – plony, które wcześniej zebrali na żniwach, zostały w spichlerzach. Zdołała zabrać ze sobą płat suszonego mięsa, jednak starczyło im zaledwie na tydzień, a niewielkie racje żywieniowe nie nasyciły w żadnym stopniu ich głodu. Wtedy jej mały, siedmioletni braciszek spróbował podkraść się do hiszpańskiego obozu pod jej nieuwagę. Został złapany – na szczęście przez odpowiedniego człowieka.
Początkowo nie ufała mężczyźnie, który zaczął regularnie przynosić im jedzenie, najmłodsi bracia byli jednak rozradowani i tylko najstarszy z trójki podzielał jej sceptyzm. Z czasem pokonała niechęć, przemogła się i nawet spędziła z nim trochę czasu na nieudolnych próbach kontaktu. On nie potrafił wymówić jej imienia, ona jego, co zaowocowało śmiesznymi pomyłkami z obu stron. Chociaż wydawał się dość chłodny, był dobrym człowiekiem i polubiła jego markotną minę.
Niestety, Hiszpanie w obozie zaczęli padać na ospę a ci dostatecznie spostrzegawczy zauważyli ubytki w jedzeniu. Jej wybawca coraz częściej spóźniał się na spotkania. Pewnego dnia dotarł do jej kryjówki z dwójką tych bydlaków na ogonie. Gdy odjechał, by przekazać wieści o ospie do sąsiedniego obozu, pojmano ją wraz z rodzeństwem.
Skatowano ją i najstarszego z braci, średni uciekł, młodego zatrzymano i nie widziała go już nigdy więcej. Corrales zastał ją skuloną w najdalszym kącie namiotu kapitana, kurczowo wtuloną w zwłoki brata. Podczas gdy jej wybawca rzucił się do gardła dowódcy, ona zniknęła.
Biegła tak szybko, jak potrafiła, czując na czole ukochany żar słońca i ziemię pod bosymi stopami. Udała się prosto przed siebie i po wielu znojnych dniach natrafiła na oddział inkaskich wojowników. Szczęście się do niej uśmiechnęło powtórnie.
Zawarła kilkuletnie małżeństwo z jednym z żołnierzy. Przenosili się z miejsca na miejsce i cały czas miała nadzieję na ponowne spotkanie z konkwistadorem bądź odnalezienie braci. Nie wiedziała, że Corrales już dawno temu leżał na dnie oceanu, lecz przeczuwała, że nie spotka go już więcej. Miała dwójkę dzieci. Zmarła wcześnie, z powodu choroby. Przysięgła sobie, że spłaci dług życia, jaki zaciągnęła u konkwistadora – dlatego los dał jej drugą szansę.

Część I: 
Nie odnalazła brata.
Nie spłaciła długu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz