Jarome Franck
1988, Nowy Jork
Ten, kto powiedział, że posiadanie starszego brata ma sporo zalet, musiał być jedynakiem.
Starsi bracia to trochę błaźni, a trochę rycerze, którzy powinni stać na straży szczęścia swoich młodszych sióstr. Zamiast tego, są najpewniej najczęstszą statystyczną przyczyną ich nieszczęścia.
Jarome był. I to bycie było najwspanialszą i najgorszą rzeczą, jaka mogła przydarzyć się Mathilde.
Do Nowego Jorku przyjechali razem, w pogoni za jego marzeniami, żeby mógł ukończyć Fashion Institute of Technology. Zresztą dotrwał nawet do dyplomu, by pewnego dnia rzucić wszystko.
Śmiałe wizje zmieniły się w niepokojące i osobliwe projekty.
Bezradna obserwowała jak Jarome stacza się na dno wraz z własnymi demonami.
Aż pewnego dnia wyszedł. Wyszedł i nie wrócił.
Czeka już rok, na każdy dzwonek zrywa się z nadzieją, że za drzwiami zobaczy właśnie jego.
Wróci, lub złączy się z nim w swoim szaleństwie, to jedyne co jej pozostało.
Richard Corel
1987, Nowy Jork
I co z tego, że synowie biznesmenów nie ubierają się w sieciówkach? Co z tego, że swoim narzeczonym kupują suknie u projektantów. Od czasu do czasu można przecież popatrzeć na ciuchy dla pospólstwa.
Nikt nie może przecież wykluczyć roli przeznaczenia, które skłoniło go wówczas do zjawienia się w jednym z nowojorskich H&M'ów. Od tamtego czasu ta śmiesznie nieporadna sprzedawczyni, której wszystko leci z rąk chodzi mu po głowie. Nie dlatego, że wyróżniała się urodą, ale to nieznośne przeczucie, że gdzieś już ją widział nie daje mu spokoju.
Nie wierzy w przypadek, przypadek nie rządzi biznesem, a on musi przejąć firmę ojca. W świecie interesów nie ma miejsca na koincydencje, a szczęście jest przecież tylko wartością względną.
Joseph Collins
1986, Nowy Jork
Plany poszły na marne. Wszystkie. Te o spokojnym życiu bez większych uniesień. O kobietach, które będzie można zapraszać do mieszkania po piątkowym piwie w pubie. O robocie bez wymagań i bez studiów.
Najpierw poznaje mężczyznę. Byle jaki typek, z którym w normalnych warunkach nie znalazłby wspólnego języka. Ot, delikwent ze smykałką do tworzenia damskich fatałaszków, śmiech na sali. Ale coś każe im się zaprzyjaźnić. Chodzić razem do niemodnych knajp i rozmawiać na abstrakcyjne tematy.
Później poznaje kobietę. Jego siostrę. Przecież nie wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia, ale już wie, że zrobi dla niej wszystko. Gdy jej brat znika, on wpada co raz częściej. I ta złowieszcza myśl, żeby się już nie odnalazł, chodzi mu po głowie. Dobrze by było mieć ją na własność, nie dzielić z nikim innym. Czy to zbyt wielkie żądanie?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz