piątek, 28 lutego 2014

Do dna kamraci jo ho!

John Smith
lub Smithy, jak wolicie

"Bierz ile się da i nie dawaj nic w zamian"


Zapity pirat z banalnym nazwiskiem. Jednak wolał być nazywany sparrow - wróbelek. Co znacznie bardziej do niego pasowało. Od zawsze nieprzewidywalny i nie banalny. Zakochany we wszystkim co się świeci. Bez wyrzeczeń, bez obowiązku. Z mottem życiowym pod jedną pachą i opasłą butelka rumu pod drugą. Dla każdej z pań jeden słodki pocałunek. Wierny okręt u brzegu Francji, ojczyzny nieukochanej. Cały świat przetrzęsiony, a nieśmiertelności za żadne chiny znaleźć nie mógł. Ukochane przebieranki i podszywanie się pod duchownych, sędziów i innych możnych. O ułaskawieniu nie ma co marzyć. Wszędzie za jego główkę dostało by się sporą sumkę


"Skarb to nie tylko złoto i srebro przyjacielu"


No i bęc. Jednak ktoś próbuje wymusić zobowiązanie. Imię jego jest przyjaciel. Chodź ten pirat potrafi wypierać się tego godzinami. Jednakże równie wiele godzin potrafi spędzać w jego towarzystwie nad butelką i kontemplując nad sensem egzystencji. John nigdy nie był łatwy do rozgryzienia, ale Sansowi się to udało. Umiał przewidzieć po części, co John zamierza i ku czemu dąży. Jednak nigdy nie spodziewał się okrucieństwa jakie Smith okazał mu w dniu śmierci. Czego jednak spodziewać się po piracie. Wszak każdy jeden z nich to egoista. Czemu John miał być inny? Bo współczuje? Bo jest przyjacielski? Bo pomaga, chodź nie zawsze do końca jest mu to na rękę? Bo nie zabił Sansa, gdy była ku temu okazja? 

" Tak. Zgubą mężczyzny jest kobieta"



Może to rzeczywiście przez nią, a może to tylko szukanie winnych. W każdym bądź razie John rozumiał doskonale, że ona skradła mu serce. Nie obchodziło go kim była, nie wnikał w to. Pojawiła się nagle i nie zniknęła. Ale on przecież był piratem i nie mógł się ZAKOCHAĆ! Miał zdobywać, którą chciał i porzucać, a jej serca nie chciał łamać. Wiedział, wiedział doskonale, że kocha, ale uciekł. Nie był w stanie złamać wszystkich swoich postanowień życiowych dla jednej kobiety, chodź chciał. Walczył długo, ale w końcu uciekł. Kochał i cierpiał bez niej. Jego serce krwawiło w samotności, na inne już nie umiał patrzeć. Liczyły się tylko pocałunki tamtej, tylko tamtej dotyk. Czy to go zgubiło? To, że miłość była sprzeczna z szaleństwem, egoizmem, gromadzeniem świecidełek i wolnością na morzu. To, że to uczucie nie pochwalało rozbojów, mordów i łamania wszelkich praw? Jak mógł się zakochać.....


"Więc nawet on nie uciekł przed śmiercią. Kapitan poszedł na dno ze statkiem"



 Zawrócił. Do przyjaciela, do ukochanej. Po sztormach, burzach i innych nieprzychylnościach. Przedzierał się przez miasto, by odnaleźć tą jedną kobietę. Nie zważał na żołnierzy, którzy widocznie dawno musieli oślepnąć. Coś go zatrzymało, coś zmusiło go, by zwolnił. W tej chwili Sands był najmniej pożądanym przez Johna widokiem. Zwłaszcza takim widokiem. Jego przyjaciel krwawił. Leżał na drodze i krwawił. Pierwszy lepszy powóz mógł go staranować i zabić. Końskie kopyta nie były pociesznym obrazem w ostatnich sekundach życia. John nie miał czasu na przyjaciela. Wymienili się tylko spojrzeniami i Smith pobiegł dalej. Chwilę potem usłyszał krzyk i rżenie. Nawet się nie obejrzał. Widział już dom ukochanej. Widział ją siedzącą w oknie. Już krzyczał jej imię.... Wtem poczuł straszliwe zimno w piersi. Wpadł na kolana. Żołnierze jednak nie byli ślepi, a jego serce przebiła kula. Zdążył tylko unieść wzrok na okno tej jedynej, która obserwowała scenę z góry.




Całe życie błądzimy, szukając odpowiedniego kierunku....



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz