piątek, 28 lutego 2014

Najlepszym przyjacielem [...] pisarza jest jego wyobraźnia, a najgorszym wrogiem.....jego wyobraźnia.

Jack Christopher Rainey
Jack - matka spodziewająca się dziewczynki, wymyślała mu imię na szybko
Christopher -drugię imie wybierane na spokojnie, po dziadku, ojcu ojca Jack'a
Rainey -nazwisko przyzwoite jak na syna Amerykanina przystało

Wbrew wszystkiemu urodził się na Martynice, wysepce na morzu Karaibskim. Rodzice zorganizowali sobie tam letni domek i zapomnieli, że na ich wyjazd przypada data porodu. Gdy mały Rainey przybył na świat z krzykiem, postanowili te pierwsze lata spędzić na wyspie. To też Jack doskonale włada francuskim, który jest tam językiem urzędowym. Gdy miał 10 lat całą rodziną przenieśli się do Nowego Yorku.



Państwo Rainey są generalnie bogatą rodziną i Jack mógłby się pławić w rodowych kosztownościach do umarłego, ale jemu to nie wystarczało. Naturalnie ubóstwia świecidełka i wszystko, co drogie, ale musi sam to zdobyć. Mógłby też zdobywać je z łatwością zatrudniając się w jakimś biurze i powołując na nazwisko. Jednak życie podane na złotej tacy mu nie smakowało. Uciekł od rodziców zabrawszy tylko trochę drobnych na butelkę wody. Tak zaczęła się jego prawdziwa przygoda, ta którą on nazywa życiem. 


Z łatwością znalazł mieszkanie. Podlizał się właścicielce i obiecał spłacić jak tylko znajdzie pracę. Tak zaczął czary przed kobietami. Termin zapłaty się wydłużał, a on chodził bez pracy w podartych dżinsach. Jednak nikt go nie wygonił.



W ten sam sposób co mieszkanie znalazł pracę. Dyrektorem wydawnictwa była oczywiście kobieta. Napisał swoją pierwszą powieść. O wyklętym przez plemię Indianinie. Wieczorami męczyła go wena, a on nie mógł zrozumieć skąd bierze te dziwne pomysły.

 Aktualnie jest w trakcie pisania kolejnej swojej powieści. Ta intryguje go jeszcze bardziej, bo nigdy nie podejrzewałby siebie o napisanie romansu. Dlatego często odchodzi od komputera i by pozbierać myśli gra na pianinie, gitarze lub jeszcze czymś innym. Wtedy także się dziwi skąd w nim te pokłady romantyzmu. Jednak by nie zrobić mu fałszywej reputacji dodam, że to tylko krótkie chwile.





Zyskał popularność wśród moli książkowych, ale to go nie fascynuje. On woli życie na krawędzi, dlatego co dziennie wychodzi w miasto i... od tak łamie prawo. Kradnie, wywołuje wypadki i różne inne bzdury, które są mu akurat na rękę.

Dlatego ten przykładny pisarz, a zarazem utrapienie stróży prawa jest jednym, wielkim znakiem zapytania.

??????????????????????????????






Robi wszystko co może, by przeciągnąć szalę na tę złą stronę. Pali, pije, flirtuje i wplątuje się w kilka związków na raz. Jednak media uparcie, jak na złość, wychwalają jego dobre imię. Co z tego, że widzą go na ulicy z butelką Whiskey w ręce? Nie zrobią zdjęcia, nie....

Jednak jeśli pomoże złapać złodzieja torebki, to zdjęć są tony. Natychmiast aparaty się psują, gdy proponuje damie, która odzyskała torebkę wino. Zostawią już bohatera z uratowaną i rozejdą się w swoje strony, nie pytając jak się to skończyło.










On nawet nie ubiera się elegancko. Woli wygodne, ale nie modne rzeczy. Jednak to nikogo nie interesuje. Co z tego, że on chce uciec. Przeżyć przygodę jakich mało, gdy wszyscy mają go za bohatera.







Żeby też nie było, on nie jest zły. Jest egoistą, to prawda, jest nieprzewidywalny, zdradliwy i temu podobne. Ale przecież nie da się utrzymać dobrego imienia złego człowieka. Potrafi być pomocny, miły, romantyczny. Oczaruje swym dowcipem i rozchmurzy uśmiechem. Zza tych, często kolorowych szkieł, zerkają wesołe oczy, pełne życia. Może to nawet dzięki tym szkłom widzą świat inaczej, pozytywniej. Dlatego lubi siedzieć godzinami w teatrze i zobaczyć wyobrażenia ludzi równie co on pokręconych. Gra aktorska go fascynuje.








Jest z niego szajbus jakich mało. Ma zupełnie inne wyobrażenie świata, dąży do innych celów i ogranicza się, myśląc że to daje mu wolność. Mówi wszem i wobec, że się nie zobowiązuje, nie wiąże i że nigdy się nie zakocha, nie znajdzie przyjaciela. Twierdzi, że jest samotnikiem z wyboru, co jest kompletną bzdurą. Jest zawsze w środku zgromadzenia, jest towarzyski i otwarty. I jak tu mówić o samotności?







Co z tego, że inny? Ludziom się ta inność podoba. Tak ma być. Chodź Jack tego nie chce. I pewnie kiedyś ucieknie. Może na Martynikę? Odnajdzie swój stary dom i zawładnie swoją małą ojczyzną. Nim to się jednak stanie zostanie poddany próbie.










Czy zdoła udowodnić, że jest zły? Niepoprawny?
Czy sam siebie przekona, że jest dobry? Że umie się ustatkować i oddać innej osobie?

Przeżyje, czy zginie?












Ja poznam człowieka po dłoniach.
Moje są lepkie i stworzone do trzymania broni.
Nie są to ręce delikatnego, ukochanego.
Są to ręce bezwzględnego i wykorzystującego innych zbrodniarza.







POWRÓT










BIERZ ILE SIE DA I NIE DAWAJ NIC W ZAMIAN

1 komentarz:

  1. Nikt, kto znał (lub też i nie) Milę, doskonale wiedział, że w jej przypadku nie można było mówić o czymś takim, jak urok osobisty. Swoim dziwacznie kreowanym wizerunkiem, przez który dopiero przy bliższym przyjrzeniu się wyglądała na przedstawicielkę płci żeńskiej, skutecznie odstraszała ciekawskich, co – nie da się ukryć – było bardzo wygodne. Niewiele osób w dzisiejszych czasach mogło poszczycić się komfortem płynącym z możliwości decydowania o tym z kim i kiedy wejdzie się w najkrótszą nawet konwersację. Podobnie było z jej zdolnościami społecznymi. Akurat one nie były rozwinięte na dość wysokim poziomie, przez co jej szef nie raz i nie dwa wyklinał samego siebie za to, że mimo wielu wyraźnych sygnałów, nie potrafił wyrzucić jej z pracy. Nie dało się ukryć, że na barmankę nadawała się jeszcze mniej niż na jakiekolwiek inne stanowisko, które wymagałoby od niej interakcji z drugim człowiekiem. Wielokrotnie przyłapywał ją na tym, że zamiast obsługiwać niektórych klientów, siedziała pod barem zaczytując się w kolejnej z tych opasłych książek, które targała ze sobą wszędzie. Wywoływała w nim jednak współczucie. A właśnie współczucie było jednym z najsilniejszych emocji, które mógł w sobie nosić człowiek. Właśnie dlatego nazwisko Mili widniało jeszcze w grafiku. I choć nie dostawała przydziału na wieczory, podczas których bar pękał w szwach, rankami, kiedy notowali może dwóch, trzech i to stałych klientów, sprawdzała się dobrze.
    Tego dnia było podobnie. Wewnątrz przebywało tylko dwóch starszych mężczyzn, na których nie zwróciła nawet większej uwagi. Kiedy otrzymali swoje zamówienia, a ona dopaliła trzeciego już papierosa, bezceremonialnie zaciągnęła na głowę kaptur po sam czubek nosa, wsunęła do uszu słuchawki od starego odtwarzacza i z podciągniętymi pod brodę kolanami, siedziała na barowym stołku, sprawiając wrażenie osoby nie tyle nieobecnej, co takiej, która najchętniej dopiero by zniknęła.
    To, co działo się teraz dookoła, przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Mila przebywała właśnie lata świetlne stąd i mało co potrafiłoby sprowadzić ją z powrotem w lepszym humorze. Który, swoją drogą, miewała bardzo rzadko, a może nawet wcale, co zależało pewnie w większej mierze od punktu widzenia.
    Mila ocknęła się dopiero wtedy, kiedy kątem oka dostrzegła światło prześlizgujące się po blacie, w który tępo się wpatrywała, świadczące o tym, że ktoś właśnie wszedł do środka.
    Wstrzymała oddech. Wystarczyło jedno, krótkie spojrzenie, którego nowy gość nawet pewnie nie zauważył, by zorientowała się, z kim ma do czynienia.
    Nie wiedziała, co powiedział do niej, kiedy podchodził do baru. Nie wiedziała czy zamówił cokolwiek, czy po prostu zapytał o coś nieistotnego. Nie wiedziała nawet, czy rozpoznał w niej kobietę.
    Dopiero po dłuższej chwili wyjęła z uszu słuchawki i nie bacząc na uprzejmości, sięgnęła do swojej starej torby, która mimo zaleceń szefa, leżała teraz na blacie tuż obok kufli do piwa.
    A później... później zrobiła najbardziej nieoczekiwaną rzecz.
    Wyciągnęła z niej stosunkowo opasłą, noszącą wyraźne ślady użytkowania, książkę oraz pogryziony długopis i bez słowa czy nawet nawiązania krótkiego kontaktu wzrokowego (czego nie robiła prawie nigdy) podsunęła je w stronę mężczyzny.

    [Uważaj, Jack ma fankę...]
    Mila

    OdpowiedzUsuń